Jakub Borecki - Ćwierćwiecze w muzyce rockowej
Jakub Borecki
Ćwierćwiecze w muzyce rockowej
25 lat rockowej przemiany
W ciągu ostatnich 25 lat świat muzyki przeszedł prawdziwą rewolucję – cyfryzacja, streaming, dominacja muzyki elektronicznej i hip-hopu odmieniły oblicze kultury popularnej. Jednak mimo tych zmian rock nie zniknął. Zmienił formę, miejsce, estetykę – ale wciąż żyje. Lata 2000–2025 to ćwierćwiecze pełne prób odnowy, powrotów do korzeni i nowego podejścia do brzmienia gitarowego. W tej historii szczególne miejsce zajmują cztery zespoły: The White Stripes, Rival Sons, Royal Blood i Greta Van Fleet. Ich działalność wpisuje się w szeroki krajobraz zmian, także tych zachodzących na polskich scenach festiwalowych, takich jak Pol’and’Rock Festival i Open’er Festival, które odegrały istotną rolę w promowaniu i utrzymaniu rocka w świadomości szerokiej publiczności.
The White Stripes – surowa rewolucja z Detroit
Choć The White Stripes powstali jeszcze w 1997 roku, to właśnie początek XXI wieku przyniósł im rozgłos. Wydany w 2001 roku album White Blood Cells zapoczątkował falę zainteresowania garażowym rockiem, a dwa lata późniejszy Elephant z singlem „Seven Nation Army” uczynił z Jacka i Meg White ikonę nowego rockowego minimalizmu.
W czasach, gdy rock coraz częściej flirtował z elektroniką, a produkcje stawały się coraz bardziej sterylne, duet z Detroit przywrócił brzmieniu gitarowemu niepokorność, brud i ekspresję. Bez basu, z prostą perkusją i charakterystycznym wokalem Jacka, The White Stripes zainspirowali falę nowych zespołów i artystów, którzy również szukali siły w prostocie.
Ich działalność zakończyła się w 2011 roku rozstaniem obojga mołżonków, ale dziedzictwo zespołu przetrwało, nie tylko w solowej karierze Jacka White’a i jego fenomenalnych albumów „Lazaretto” i „Blunderbuss”, ale też w samej estetyce, która zdominowała rock alternatywny pierwszej dekady XXI wieku.
Rival Sons – bluesowa dusza współczesnego rocka
W zestawieniu zespołów, które przywróciły rockowi pierwotną moc i emocjonalność, nie sposób pominąć kalifornijskiej formacji Rival Sons. Założeni w 2009 roku w Long Beach w Kalifornii przez wokalistę Jaya Buchanana i gitarzystę Scotta Holidaya, od początku stawiali na organiczne brzmienie, inspirowane bluesem, soulem i klasycznym hard rockiem lat 60. i 70.
Ich album Pressure & Time (2011) zdobył rozgłos dzięki ekspresyjnej wokalizie, brudnemu brzmieniu gitar i braku kompromisów wobec popkulturowych trendów. Kolejne płyty – Great Western Valkyrie (2014), Feral Roots (2019), aż po ambitny, podwójny projekt Darkfighter i Lightbringer (oba z 2023 roku), ugruntowały pozycję zespołu jako jednego z najbardziej szczerych głosów współczesnego rocka.
Rival Sons są często zestawiani z Greta Van Fleet, ale w odróżnieniu od młodszych kolegów z Michigan, ich muzyka jest bardziej dojrzała, pełna melancholii, z silnym emocjonalnym ładunkiem. To rock nie po to by grać go na stadionach dla mas, tylko dla zagorzałych fanów muzyki blues rockowej.
Royal Blood – ciężar i przestrzeń w duecie
Gdy brytyjski duet Royal Blood zadebiutował w 2014 roku, wielu uznało ich za „nowych White Stripes” i choć porównanie nie było bezzasadne, zespół Mike’a Kerra i Bena Thatchera z Brighton wniósł do współczesnego rocka zupełnie inną energię. Bazując wyłącznie na gitarze basowej (przepuszczonej przez masę efektów) i perkusji, stworzyli potężne, ciężkie brzmienie z pogranicza stoner rocka, muzyki alternatywnej i hard rocka.
Ich debiutancki album Royal Blood zyskał status platynowej płyty, a koncerty zespołu stały się festiwalową sensacją. W kolejnych latach grupa eksperymentowała z elektroniką (Typhoons, 2021), ale nie zatraciła swojej tożsamości. Royal Blood udowodnili, że rock może być nowoczesny bez konieczności zdradzania swoich korzeni – a także, że czasem mniej znaczy więcej.
Jednym z fanów zespołu jest legendarny gitarzysta Led Zeppelin Jimmy Page dzięki któremu zespół zyskał szerszy rozgłos, gdyż opinia słynnego muzyka była cenną informacją dla wielu czasopism muzycznych w tym polskiego „Teraz Rocka”.
Greta Van Fleet – duch klasyki w nowym wydaniu
Gdy w 2017 roku zespół Greta Van Fleet wydał EP-kę From the Fires, natychmiast wzbudził kontrowersje. Zespół założony z trzech braci z Frankenmuth (koło Detroit): Josh, Jake, Sam Kiszka i ich przyjaciel Danny Wagner zachwycił masę ludzi swoim brzmieniem retro rocka co pokazuje, że historia lubi się często powtarzać.
Z czasem grupa zaczęła dojrzewać. Albumy Anthem of the Peaceful Army (2018), The Battle at Garden’s Gate (2021) i Starcatcher (2023) pokazały, że muzycy nie boją się rozbudowanych form, patosu, a nawet teatralności. Greta Van Fleet to zespół, który choć zanurzony w przeszłości potrafił zdobyć młodą publiczność. Ich koncerty to rockowa uczta, przypominające złote czasy lat 70., ale z nowoczesną, świeżą energią.
Wyżej wspomniałem o Jimmym Page’u i jego fascynacji duetem Royal Blood. Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał iż Robert Plant (wokalista Led Zeppelin), kolega z legendarnej formacji tegoż gitarzysty jest wielbicielem właśnie Grety Van Fleet. Wielu słuchaczy jak i krytyków mówi o tym, że tenże zespół jest „reinkarnacją Led Zeppelin”, nie bez powodu. Słychać w ich muzyce to samo co w pierwszych czterech płytach legendy rocka. Ich wizerunek sceniczny, wokal Josh’a Kiszki, brzmienie wszystkich instrumentów przypomina początek lat 70-tych i właśnie tę kultową formację.
Polskie sceny rocka – festiwale jako tło transformacji
Nie sposób mówić o rocku w latach 2000–2025 bez uwzględnienia jego obecności w postaci fenomenalnych koncertów zagranicznych artystów na polskich festiwalach. Dwa najważniejsze wydarzenia – Pol’and’Rock Festival (dawniej Przystanek Woodstock) i Open’er Festival – odegrały kluczową rolę w kształtowaniu gustów muzycznych i przywracaniu gitarowego grania do świadomości szerokiej publiczności.
Pol’and’Rock to mekka fanów rocka, metalu i alternatywy. Z czasem festiwal otworzył się na inne gatunki, ale to właśnie rockowy duch stanowi jego fundament. Występowali tu tacy artyści jak Within Temptation, Happysad, Lao Che, ale też zagraniczni giganci jak Skindred czy Jinjer.
Open’er Festival to z kolei festiwal bardziej eklektyczny, prezentujący gwiazdy muzyki pop, hip-hopu i elektroniki, ale również silnie obecny w rockowym repertuarze. To tutaj polska publiczność mogła zobaczyć na żywo m.in. Faith No More, Gorillaz, Greta Van Fleet, a także Arctic Monkeys, Queens of the Stone Age czy Maneskin.
Festiwale stały się nie tylko miejscem promocji rocka, ale i przestrzenią jego przeobrażeń – od buntu po estetyczny manifest.
Rock w XXI wieku nie zniknął. Zmienił swój status: z głównego mainstremowego nurtu stał się estetycznym arcydziełem. Artyści tacy jak The White Stripes, Royal Blood i Greta Van Fleet pokazali, że można łączyć przeszłość z teraźniejszością, minimalizm z monumentalnością, nostalgię z nowoczesnością. To niekoniecznie muzyka dla mas, ale dla tych, którzy szukają energii, szczerości i autentyzmu.
Ćwierć wieku to wystarczająco długo, by ogłosić koniec pewnej epoki – i jednocześnie zadać pytanie o nowy początek. Rock nie musi już dominować, by być ważny. Może istnieć jako świadomy wybór, jako nisza obracać się wśród fanów gitarowej muzyki. W tym sensie ostatnie 25 lat były nie tyle zmierzchem, co przemianą.
I może właśnie dlatego ten gatunek wciąż nie umarł, żyje i ma się dobrze.
----------------------------------
Tekst powstał w ramach zajęć z Dziennikarstwa muzycznego (I rok studiów II stopnia) prowadzonych przez mgr Martę Konieczną w semestrze letnim 2024/2025.

