Maria Szafran - Ćwierćwiecze w muzyce

Maria Szafran

Ćwierćwiecze w muzyce

 

Przeprowadziłam wywiad z moimi przyjaciółmi o najważniejszych utworach naszych blisko 25-letnich żyć – bo młodej osobie trudno znaleźć coś ciekawszego niż ona i jej przyjaciele. Jest Zuzia, którą znam jeszcze z gimnazjum. Jej chłopak, Szymon L., oraz przedstawieni niego. Przyjaźnimy się od 3 lat, zbliżeni przez sesje D&D, wspólne wyjazdy i podobnie nieznośne poczucia humoru.

Ego

Melanie Martinez – Dollhouse

Ezra Williams – A shitty gay song about you

Kikuo – あなぐらぐらし

Hollywood Undead – Everywhere I Go

Ride the Cyclone: The Musical – Noel’s Lament

„Miałam obawy przed wysłaniem tego”, mówi Natalia ze śmiechem. „Gdyby zostało mi powiedziane, że to piosenki zmieniające życie, pomyślałabym, że ktoś sobie ze mnie żartuje”.

Jej lista jest eklektyczna, nieoczywista i wiąże się z przełamywaniem własnych barier. Nie lubiła musicali, aż nie odkryła gatunku dark cabaret, jego fascynującego klimatu międzywojnia, starego Hollywood i burleski – wszystkich obecnych w Noel’s Lament. Utwór Kikuo, japońskiego producenta muzyki vocaloid, zachwycił ją przestrzennością i głębią dźwięku, na stałe zmieniając sposób, w jaki postrzega muzykę. O rubasznym Everywhere I Go twierdzi, że wulgarne, pełne przekleństw piosenki wydają się być antytezą jej usposobienia i moralności, a jednak uważa je za „największe bangery – wszystko mówi, że nie powinnam jej lubić, ale buja”.

Muzyka potrafi być niezwykle osobistym tematem, co okazało się kwintesencją naszej rozmowy. Poruszałyśmy kwestię odkrywania siebie, zarówno w znaczeniu autorefleksji, jak i pokazywania siebie reszcie świata. Niczym leitmotif powracał cringe, najczęściej przywoływany z przymrużeniem oka przy wspominaniu niegdyś poruszających utworów (np. popowe Dollhouse o emocjonalnej treści: „Teraz tego nie słucham i bym scringe’owała, ale wtedy to naprawdę zrobiło wrażenie”).

Kontynuując, Natalia opisuje, jak niegdyś wstydziła się swojego gustu, uważając go za nieodpowiedni, czując się wyrzutkiem, a z wiekiem nabierała pewności siebie. A shitty gay song about you usłyszała kilka miesięcy po napisaniu wiersza o niezwykle podobnej treści, co pokazało jej, że „są ludzie, którzy czują dokładnie to samo, co ja i nawet jeśli ktoś czuje się w czymś sam, nie jest. I to jest piękne, że ludzie mają takie uczucia i wyrażają to poprzez sztukę, nie boją się tym dzielić”. Wspomina też znalezienie wspólnego języka ze swoją mamą. „Moja mama ma podobny gust muzyczny, ale nigdy w życiu nie podjęła inicjatywy, żeby poszukać czegoś nowego. Widać, że lubi to, co ja, ale zawsze słuchała radia – teraz odkrywa to, co ja odkryłam kilka lat temu i jest to w pewien sposób piękne, ale też bardzo specyficzne”.

Przyznaję, że dla mnie współobecność niektórych piosenek na mojej liście również była trudna do przełknięcia. Natalia odpowiada ze stoickim spokojem: „To też oddaje ciebie”.

Stymulant

Waterflame – Glorious Morning

Da Vinci’s Notebook – Enormous Penis

DM DOKURO – Terraria Calamity Mod Music - “1NF3S+@+!0N” - Theme of Crabulon

SilvaGunner – Goodbye to a World Fusion Collab

Spojrzenie Szymona L. na muzykę jest o tyle interesujące, że wpływa na nie jego ADHD, zdiagnozowane w dzieciństwie, a od niedawna leczone. „Bardzo lubię słuchać muzyki, ale myślę, że długo była ona dla mnie sposobem dostymulowania się. Jest różnica między słuchaniem czegoś po to, żeby grało, a po to, żeby się na tym skupić”.

Z jego listy tylko czarująco wulgarny, wykonywany przez kwartet rewelersów Enormous Penis nie ma związku z grami komputerowymi. Początkowo po prostu zabawny utwór ostatecznie poskutkował szczerym zagłębieniem się Szymona w muzykę a cappella, stając się dowodem na to, że każdy utwór ma potencjał bycia formatywnym. Z Glorious MorningSzymon spotkał się w podstawówce, w grze Age of War; brzmienie utworu, niegdyś pozbawione konotacji, obecnie silne emocjonalne, jest dla niego synonimem dzieciństwa.

1NF3S+@+!0N pochodzi z moda Calamity do gry Terraria. Utwór łączy intensywne elektroniczne brzmienie z trikami wizualnymi w teledysku, tworzonymi przez wektoroskop. Jak zaznacza Szymon, z większością utworów z moda związane są podobnie ciekawe elementy – „uczepiłem się tego nie dlatego, że to są tylko fajne piosenki, ale dlatego, że gościu eksperymentował. Bardzo to doceniam”. Podobny komplement prawi Goodbye to a World – owocowi współpracy kilkunastu muzyków, z których każdy opracował niewielki fragment piosenki, nawiązując do gier, utworów i stylów muzycznych, tworząc zaskakująco emocjonalny kolaż.

Stosunek Szymona do muzyki sprowadza do żywej ciekawości. Zaznacza on, że pewne utwory zna dosłownie na wylot, chce się w nie zagłębić do granic możliwości, nawet poprzez wybór odpowiednich słuchawek – „kupiłem dobry sprzęt i słuchałem wszystkiego, co znałem wcześniej, chciałem zobaczyć, czy usłyszę coś nowego”. Mówi o projektach konceptualnych, których sama idea zachęca go, by się z nimi zapoznać, jak Everywhere At The End of Time, albumach J. L. Kirby’ego, których brzmienie ma odzwierciedlać postępującą chorobę Alzheimera. Muzyka jest dla niego szczególnym hobby ze względu na swą długotrwałą obecność w jego życiu. Jest samoukiem na pianinie, eksperymentuje z własnymi kompozycjami, interesuje się teorią muzyki. W dzieciństwie ciągnęło go do perkusji. Jest „laikiem, któremu zależy”.

Żartobliwie, Szymon kwituje: „Fajnie, że w końcu mogę kogoś innego, oprócz Zuzi, tym dręczyć. Bo Zuzia nie chce o tym słuchać, ale nie ma wyboru”.

Emocje

Lady Gaga – Bad Romance

Elliott Smith – Between The Bars

Taco Hemingway – Deszcz na betonie

Kanye West – 80 Degrees/Hurricane

Myslovitz – W deszczu maleńkich żółtych kwiatów

Rozmowa z Szymonem K. w typowy dla nas sposób w równym stopniu przeplata żarty, docinki i pozbawioną ironii żarliwość.

Niewypowiedziana refleksja na temat zmian, które zaszły w trakcie naszych niedługich jeszcze żyć, niemal od razu skłania nas do wspomnień o dawnych nośnikach audio. Opowiadam, jak w dzieciństwie nagrywałam fragmenty piosenek z radia na odtwarzacz MP4, bo nie potrafiłam znaleźć ich online. Wspominamy ciepło stacje audiowizualne w Empiku i nieistniejącym już Saturnie. Za młodu Szymon słuchał muzyki głównie przez telewizje muzyczne – od Eski po czeskie Očko, przez co dużą wagę dla niego miały, i mają po dziś, teledyski. O Bad Romance mówi: „nigdy nie byłem tak oczarowany połączeniem teledysku i muzyki”. Poznał ten utwór, gdy nie mówił jeszcze po angielsku i wspomina próby domyślania się, co piosenka może znaczyć: „możliwość uzupełniania luk narracyjnych, tworzenia własnej historii była czymś magicznym”.

Between The Bars oraz W deszczu maleńkich żółtych kwiatów znajduje wydźwięk „sfera emocjonalna, wspomnieniowa, mniej oczywista, mniej uświadomiona”. Elliotta Smitha Szymon uważa za artystę kluczowego dla rozwoju jego gustu muzycznego. Utwór Myslovitz, poznany niedawno, nazywa „synonimem studiów”, a zespołowi przypisuje zasługę otwarcia go na polską muzykę i teksty. Aspekt emocjonalny objawia się nieco inaczej w Deszczu na betonie. Czując zahamowania wobec polskiego rapu, Szymon nie polubił Taco Hemingwaya od razu, obecnie słucha go jednak – „co przyznaję z ciężkim sercem” – regularnie i z przyjemnością. Wskazuje na pozytywne konotacje utworu – dobrze wspominany okres życia czy lubiący Taco Hemingwaya bliski przyjaciel.

Niezwykle interesuje go świat twórczości fanów, który odkrył, zagłębiając się w leaki – jak np. 80 degrees/Hurricane, utwory opublikowane nieoficjalnie, z zasady wbrew autorowi. Ciekawi go surowość niedokończonych piosenek i mnogość fanowskich przeróbek, tworzonych mimo ryzyka usunięcia ich z platform streamingowych przez wytwórnie płytowe. Utwór zawarł na liście ze szczerością, ale też dozą niechęci: „ubolewam nad tym, jaką osobą jest Kanye West i co sobą reprezentuje”.

Czym jest muzyka? Wszechobecnym kompanem, ale też ucieczką. Szymon opisuje, jak muzyka pozwala mu dotrzeć do trudnych emocji, radzić sobie z nimi, ale też odwraca jego uwagę od źródła problemu. „Z tego smutku, który dotyczy mnie, przechodzę na smutek łatwiejszy do zrozumienia, zawarty w 3-minutowym utworze. To jest widziane jako coś pozytywnego, jako odskocznia, ale w moim wypadku doszło do takiego momentu, gdzie to było już negatywne”. Praktykę zagłuszania emocji muzyką nazywa, w interesującym przejęzyczeniu, „wyuczonym nałogiem”.

Ciało, dusza

BTS – Dope

Selena Gomez & The Scene – Hit the Lights

Jungle – Good Times/Problemz

Tame Impala – New Person, Same Old Mistakes

twenty one pilots – Car Radio

Dla Zuzi muzyka jest wszystkim. Nie może bez niej żyć. Jeśli długo jej nie słucha, czuje dyskomfort. Kocha tańczyć – od baletu, przez high heels, do swobodnej improwizacji. Ma niedosłuch i nosi aparaty słuchowe. Muzyki słucha bez nich, kiedyś bardzo głośno, obecnie ciszej – „zmądrzałam”. Muzykę dzieli na tę dla ciała – do „wyrzucenia wszystkiego z siebie”, „power walks na spacerach”, i tę dla duszy, która sprawia wrażenie „wchodzenia do nowego świata”, „transu, z którego trudno się wyrwać”. DopeHit the Lights i Good Times/Problemz są muzyką dla ciała (co bynajmniej nie czyni z nich jednolitej grupy). Tame Impala – dla duszy. Car Radio łączy oba rodzaje.

K-pop, z którym zetknęła się w gimnazjum, Zuzia uznaje za fazę, która zostawiła na niej najtrwalszy ślad. Usłyszenie Dope, jednego z pierwszych utworów k-popowych w życiu, określa jako „odświeżające”. Aspekt performance’u przykuwał jej uwagę zarówno w k-popie, jak i później – „nie wiem, czy tak szybko wkręciłabym się w Jungle, gdyby nie ich choreografie”. Graną przez ten zespół taneczną, podnoszącą na duchu muzykę, od funku po nu-disco, obie uznajemy za istne uosobienie Zuzi. Hit the Lights reprezentuje zachodni pop, którego Zuzia słuchała dużo w dzieciństwie. O słuchaniu go obecnie mówi: „czuję, że ten czas szybko przeleciał”, wyraża tęsknotę za „dzieciństwem, MP4-ką, podstawówką, wygłupami w szkole, nieumiejętnym śpiewaniem piosenek po angielsku”.

Utwory Tame Impali Zuzia opisuje jako wyjątkowo odprężające, medytacyjne, pozwalające zarówno na relaks, jak i całkowite skupienie. O New Person, Same Old Mistakes mówi: „Nigdy nie brałam grzybków, ale czuję, że tak brzmiałaby muzyka po grzybkach”. Tuż potem na jej liście wybrzmiewa surowe, jazgotliwie emocjonalne Car Radio, piosenka, od której ciężkiego tekstu Zuzia potrafi się odciąć według potrzeby i cieszyć wyłącznie jej brzmieniem. Muzykę Twenty One Pilots, niegdyś przytłaczającą, teraz uważa za idealny podkład do power walks.

Podczas rozmowy zwracamy uwagę na inny rodzaj formatywności – Zuzia z kaznodziejską werwą dzieli się swoją nienawiścią do Havany Camilli Cabello (oraz, bardziej epizodycznie, Dance Monkey Tones And I – ale Havana na szczycie stoi samotnie). „Ja go wykluczam z mojej rzeczywistości, z mojego mózgu, wypieram go, nie znam go, wyłączam aparaty słuchowe”. Nie możemy powstrzymać śmiechu.

W drugą stronę

Pentatonix – Evolution of Michael Jackson

BTS – Blood Sweat & Tears

The Beatles – It’s All Too Much

Talking Heads – Once In A Lifetime

Henryk Mikołaj Górecki – III Symfonia op. 36 Symfonia pieśni żałosnych. I. Lento. Sostenuto tranquillo ma cantabile

Na sam koniec każdego z wywiadów ja również podzieliłam się własną listą formatywnych utworów, według Natalii – ewidentnie moją.

Ku mojemu rozbawieniu, wszyscy oprócz Zuzi odnieśli się z pewnym chłodem do Evolution of Michael Jackson, wykonanego a cappella medley, zgodnie stwierdzając, że utwór jest w porządku, ale woleliby słuchać oryginałów. K-pop w większości nie był znany towarzystwu, ale został przyjęty pozytywnie. Zuzia żartuje: „obiło się o uszy” (o BTS rozmawiałyśmy blisko godzinę).

It’s All Too Much spotkało się z większym spektrum reakcji – od niechęci i poczucia przytłoczenia u Zuzi i Szymona L., przez pozytywne zaskoczenie u Natalii, do szczerego entuzjazmu ze strony Szymona K., który porównał słuchanie utworu do uczestnictwa w paradzie. Podobnie polaryzujące okazało się Once In a Lifetime. Z Szymonem K. byliśmy zgodni: „to było niesamowicie pełne życia wykonanie. Nie da się tego opisać lepiej, niż że to była bardziej żywa wersja, pełna energii. Bardzo mi się spodobało. Dalej mnie to trzyma”. Według Zuzi? „Brzmi, jakby wypił porządne piwo i stwierdził, wiesz co, zrobię show”.

Najbardziej interesowała mnie jednak ich reakcja na utwór Góreckiego, którego poznanie było dla mnie niemal transcendentalnym przeżyciem – i ku mojej ogromnej radości, nie byłam w tym sama. Natalia opisała stan bliski eksterioryzacji – „było ciało, była dusza i ta dusza się kołysała, a ciało zostało w miejscu”. Zarówno Zuzi, jak i Szymonowi K. najbardziej spodobała się pierwsza część utworu – co ciekawe, Szymon K. określił całe doświadczenie utworu jako „ciężkie i przygniatające”, zaś Zuzia mówiła o lekkości, oczyszczeniu (choć jednocześnie – „muzyce, która leci, jak jest koniec świata”). Szymon L. zwrócił uwagę na celowość konstrukcji utworu, który zmieniał się za każdym razem, kiedy zdawał się mu dłużyć. Na koniec ostatniego, przeprowadzonego z Zuzią wywiadu podsumowuję: „Każdy z waszych wywiadów jest ogromnie ciekawy, a mam jeszcze taką wisienkę na torcie, że wszyscy przeżyliśmy coś z Góreckim”.

----------------------------------

Tekst powstał w ramach zajęć z Dziennikarstwa muzycznego (I rok studiów II stopnia) prowadzonych przez mgr Martę Konieczną w semestrze letnim 2024/2025.